Rozmowa z p. Agnieszką Kurkowską – Mielczarek

Marcin Filipowicz: Czy wychowanie dzieci to stanowczo domena kobiety czy  mężczyźni także powinni się angażować?

Agnieszka Kurkowska -Mielczarek: Mam obserwacje moich rodziców, moich własnych dzieci, wychowywanych wspólnie z mężem, z którym jestem po ślubie od 60 lat. Moja córka ma sześcioro dzieci w wieku od 7-27 lat.Najlepiej wychodzą rezultaty w nauczaniu i rozwoju charakterów, jeśli ojciec, szczególnie w stosunku do chłopców, pokazuje im rodzaj swojej pracy, swoje zadania z pracą związane i pasje-jeżeli je ma.

M.F. Czyli uważa Pani, że przy wychowaniu córek mężczyzna odgrywa mniejszą rolę?

A.K.M. Chyba tak. Ojciec w stosunku do swoich synów zaszczepia im, np. zamiłowanie do sportu. Uczestniczy i kibicuje w ich meczach czy zawodach sportowych.Mama zaś czyta dzieciom przed snem. Potem starsze dziecko już tym młodszym czyta. A ojciec… No powiedzmy, że zabiera dzieci na jakieś wyprawy rowerowe.

M.F. Czyli można powiedzieć, że kobieta jest bardziej odpowiedzialna za emocje i zapewnia ciepło? Mam od razu kolejne pytanie: Czy kochać swoje dzieci to także wymagać od nich?

A.K.M. Kochać, to znaczy marzyć o całym udanym życiu tego dziecka. W naszej rodzinie jest tak, że oboje rodzice angażują się bardzo w to, co robi dziecko. Interesuje się lekturami, organizuje się w domu występy dzieci dla rodziców i przyjaciół. Recytuje się czy czyta fragmenty utworów. Bardzo wielką radość  można czerpać z tego, że dziecko potrafi coś przeczytać, zaprezentować. Dziecko nie jest przymuszane do nauki. Jest atmosfera entuzjazmu. Rodzic widzi w tym dziecku siebie. Dziewczynka 10-letnia potrafi pełnić rolę nauczycielki w stosunku do swojej młodszej siostry i wszyscy są zachwyceni.

M.F. A czy Pani zdaniem dzieci powinny mieć swoje obowiązki, żeby potem wyrosły na odpowiedzialnych ludzi?

A.K.M. To na pewno. Tylko z tym trzeba bardzo mądrze. Na pewno nie można powiedzieć: to teraz pędź do sklepu, bo mnie zabrakło jajek lub: leć wynieś śmieci, bo się wiadro przepełnia. Nie wolno rozkazywać. Nie wolno poniżać. Natomiast bardzo wcześnie powierzać mu całe zadania, np.10-letni wnuczek robi pizzę i przygotowuje kolację dla ośmiu osób. On jest z tego dumny. Mówi: „Nie pomagajcie mi, bo ja już wszystko umiem”. I takie zadanie staje się przyjemnością dla wykonującego. On traktowany jest wtedy jako partner. np. dziewczynki 8-letnie czy 10-letnie mają obowiązek rozładowania zmywarki do naczyń. Ale nie ma przymusu, rozkazów. Jest zachęcanie do wykonania pracy i doskonalenia jej efektów.

M.F. W szkole podstawowej miałem kolegę z takiej bardzo kulturalnej rodziny. Czasem, kiedy przychodziłem do niego, on mówił: „Wiesz nie mogę się teraz  z tobą bawić, bo mam dziś dyżur. Muszę pozmywać naczynia”. Zakładał fartuch, a ja czekałem w kuchni aż skończy. Dyżur miał w określone dni. Czy uważa Pani, że to dobry pomysł ?

A.K.M. Bardzo. Wydaje mi się, że to ideał wychowania i wyrabianie odpowiedzialności. Kolega Pana został potraktowany jako pełnoprawny członek rodziny.

M.F. To mnie się też bardzo podobało. Ale najpierw, w związku z tym, że u nas w domu tego zwyczaju nie było, czułem zaskoczenie. Potem, kiedy dorosłem, stwierdziłem, że to ma sens, bo wtedy rodzice mają chwilę czasu dla siebie. A czy powinny być jakieś konsekwencje dla dziecka, które, np. w danym dniu nie wywiążą się ze swoich obowiązków ?

A.K.M. U mojej córki jest tak, że otrzymuje się punkty za wykonanie czegoś. Jeżeli dziecko w danym czasie uważa, że musi coś innego zrobić, nie otrzymuje punktów. Wtedy nie ma też nagród. Może, np. nie dostać deseru. Ale od razu, bez przekładania .Nie ma wymawiania, nie ma złości, gniewu, tylko prosta konsekwencja. Kieszonkowego może nie dostać w danym tygodniu. Dziecko od razu widzi skutek swojego zachowania.

M.F. Czy jest Pani podobną Mamą, jaką dla Pani była Pani Mama?

A.K.M. Rodzice bardzo idealizowali moje poczynania i zaangażowanie i o tym mówili. Chwalili się mną. I  ja to samo robiłam i robię nadal w stosunku do moich dzieci. Uważam, np. że to jest coś cudownego, że nasza córka jest wspaniałą nauczycielką, że ona tworzy atmosferę w pracy, w domu, że cały dom, dzięki niej, nabiera kolorów i sensu. Ona uczy sztuk pięknych. Praca jest jej pasją. Dla nas najważniejszym celem było, żeby dzieci kochały swoją pracę i to się, jak Pan widzi, udało.

M.F. I rozumiem, że  tak samo postępowali Pani rodzice w stosunku do Pani i Pani rodzeństwa?

A.K.M. Nas była dwójka i oboje wyróżnialiśmy się dużą inicjatywą w pracy. Nie byliśmy bierni. Uważaliśmy, że trzeba tworzyć nowe sytuacje, relacje. Ojciec bardzo chętnie opowiadał o swojej pracy, Mama też. A my- wspólnie z mężem- bardzo uczestniczyliśmy w nauce dzieci. Teraz jest taka metoda w nauczaniu: nie ganić, nie wypominać błędów, tylko chwalić.Polityka edukacyjna odwróciła się o 180 stopni. Nie trzeba wracać do tego, że kiedyś dziecko nie chciało czegoś zrobić. U nas nigdy nie było podnoszenia głosu, jakiejś złości.

M.F. Kiedy na początku spytałem czy zgodzi się Pani udzielić mi wywiadu, powiedziała Pani, że najważniejszą rzeczą jest pokazywanie dzieciom swoich pasji. Czy może Pani rozwinąć tę myśl?

A.K.M. Ja od bardzo dawna jestem na emeryturze- od 30 lat. Ale jestem słuchaczem Uniwersytetu Trzeciego Wieku. W tej chwili moją pasją jest przygotowywanie do egzaminu maturalnego- po raz ósmy już. Codziennie przez godzinę, o tej samej porze omawiamy lektury z języka polskiego, ale w dwóch językach; po polsku i angielsku. Znam dobrze ten język, bo trzy lata byłam Nigerii w sprawach zawodowych -z wizytą w przedsiębiorstwie zajmującym się przetwarzaniem żywności. Dlatego rozmawianie po angielsku daje mi olbrzymią przyjemność. Jeżeli moje wnuki robią postępy, to bardzo się cieszę. Jedna z wnuczek ma takie ambicje-chciałaby założyć własną szkołę muzyczną. Kiedy moje dzieci studiowały, starałam się być blisko ich zainteresowań. Gdy nasza córka studiowała na A.S.P., to ja interesowałam się i interesuję nadal, historią sztuki. Kupowałam wiele albumów z malarstwem, przeglądałam zawartość różnych muzeów na świecie. Tak samo, ze względu na syna, interesuję się nowoczesną architekturą i dzięki temu, możemy rozmawiać na ten temat. Ale ja także wiele zawdzięczam moim dzieciom: wiele nowych zainteresowań wokół ich zadań zawodowych. Szerzej patrzymy na to, co oni robią akurat dla zarobkowania.

 M.F. A spotkała się Pani z czymś takim, że bardzo zależy Pani na tym, by córka czy syn przeczytali daną książkę czy obejrzeli film, a oni absolutnie odrzucają to, traktując takie namawianie jako ingerencję w ich niezależność.

A.K.M. Jeżeli możemy coś razem przeczytać, to tylko do matury. Dalej już nie. Bardzo chciałam obejrzeć, ze swoimi wnukami-tymi już dorosłymi-”Ziemię obiecaną” Wajdy i jakoś się nie udało. Mimo to, że przyjeżdżali do Łodzi na wakacje, to tylko częściowo obejrzeliśmy ten film. Wnuki generalnie nie czytają książek. Ale mam wnuka, który namiętnie biega-jest doskonałym lekkoatletą. Okazało się, że to mu bardzo dobrze zrobiło, bo ma taką łatwość uczenia się. Intensywny sport i wysiłek fizyczny wspaniale wpływają na rozwój komórek mózgowych. A my kupowaliśmy mu książki, które były biografiami znanych sportowców. 

M.F. A jeśli chodzi o korzystanie z Internetu, mediów społecznościowych- czy stara się Pani być na bieżąco?

A.K.M. Ja korzystam w ten sposób z Internetu, że jeśli wnuki podróżują ze swoimi pannami za granicę, to wchodzę do Internetu i poznaję ciekawostki turystyczne  kraju, do którego jadą. Czyli posługuję się Internetem, jakbym towarzyszyła im w ich podróżach. A jeśli chodzi o przygotowywanie do matury, to korzystam z opracowań lekcji języka polskiego.Co do mediów społecznościowych: mam dostęp do Facebooka, bo mamy dużą rodzinę-150 osób. A co roku na zjeździe się spotykamy w około 40 osób, więc wymieniamy się wydarzeniami na Facebooku. Słuchamy też z Mężem muzyki na Spotify.

M.F. Czy fakt, że posługuje się Pani Internetem, skraca dystans i ułatwia porozumienie z młodszym pokoleniem?

K.M. Czasem rozmawiamy z rodziną z Poznania przez Skype’a. Oni przygotowują nam jakieś występy, śpiewają piosenki, recytują wiersze, także to bardzo zbliża.

M.F. A czy od czasu, kiedy zaczęła Pani korzystać z Internetu, mediów społecznościowych, została Pani bardziej doceniona przez młodszych członków rodziny ?

 A.K.M. Mam znajomą, która mówi, że w ogóle nie interesuje się tym, co jej wnuki robią, chociaż sąsiaduje z nimi przez siatkę, bo nie ma Internetu. Poddała się. Ogląda telewizję, nie czyta książek. No to już w ogóle jakieś zatrzymanie się w przeszłości. Mój wnuczek, obecnie 13-letni, czyta taką serię komiksów:”Przygody Tintina”-takiego młodego reportera. Kupiłam mu brakujące części w języku angielskim. Właśnie czytamy sobie kolejno po angielsku. On z przyjemnością uczy się angielskiego, rozmawiając ze mną.

M.F. Na zakończenie naszej rozmowy zadam pytanie czy chciałaby Pani coś przekazać od siebie, czytającym ten wywiad?

A.K.M. Że jeżeli dwoje wnuków moich, codziennie, chce ze mną rozmawiać na temat lektur, które dają im coś do myślenia, nawiązując do ich sytuacji rodzinnych, to jestem bardzo szczęśliwa. To jest dwóch chłopców. Jeśli chodzi o malutkie dziewczynki, to udało mi się stworzyć w nich taką radość wykonywania prac domowych: ulepszałyśmy sobie sposób ładowania i rozładowywania zmywarki do naczyń czy wspólnego rozwieszania prania na suszarce. Mówię, np. „Zobacz Toluś! jaka to przyjemność: rozciągnijmy te ubranka, tak, że będzie mało już wysiłku do włożenia podczas ich prasowania. Lub inna sytuacja: Najpierw ja sama to robię: sprzątam piasek naniesiony w korytarzu. Dołącza do mnie ta malutka siedmioletnia. A ja mówię: Oj Toluś, jak to cudownie, że my możemy to razem robić. To pójdzie znacznie szybciej. A potem będzie tak czysto, przyjemnie. Krótko mówiąc: dzielę się z nimi tym entuzjazmem wykonywania najprostszych czynności.

M.F. Czyli to jest Pani recepta na wychowanie! Zarażanie swoim entuzjazmem i pasją.

A.K.M. Tak, jak coś robię, to wykonuję tę pracę z przyjemnością.

M.F. Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.

Rozmowa została przeprowadzona 7.05.2020 r.

X