Rozmowa Marcina Filipowicza z Kingą Zajdel-Karasińską- pracownikiem Filii Karolew Poleskiego Ośrodka Sztuki

Rozmowa Marcina Filipowicza z Kingą Zajdel-Karasińską- pracownikiem Filii Karolew Poleskiego Ośrodka Sztuki

M.F.: Zawsze kojarzyłem Cię z teatrem. Czy możesz wymienić grupy teatralne, w których grałaś?

K.Z.K.: Grałam w grupie Andrzeja Czernego „Dziewięciosił”, która po odejściu z Bałuckiego Ośrodka Kultury do Śródmiejskiego Forum Kultury zmieniła nazwę na „Dziewięćsił”.

M.F.: Teraz sama prowadzisz dwie grupy teatralne: jedną w Filli Karolew o nazwie „Kwadransik”, drugą pod nazwą Teatr Wewnętrzna Emigracja”, który nie posiada swojej siedziby, występują w niej ludzie młodzi.

M.F.: Jak wyglądała Twoja droga zawodowa? Najpierw pracowałaś w Śródmiejskim Forum Kultury-tak?

K.Z.K.: To zaczęło się tak, że ówczesny Dyrektor zaproponował mi poprowadzenie warsztatów teatralnych dla młodzieży. Warsztaty te poprowadziłam i one na tyle się udały, że młodzież, która w nich uczestniczyła, nie chciała odejść. To od młodzieży wyszedł pomysł założenia grupy teatralnej. Dyrektor zaakceptował ten pomysł i tak powstał Teatr Wewnętrzna Emigracja, a chwilę później Teatr w Nawiasie. Jednocześnie ja sama przez 18 lat grałam w grupie teatralnej, przez 10 lat w grupie wokalnej i jeszcze przez moment w kabarecie. Ówczesna Pani Dyrektor Ośrodka Kultury Karolew widziała mnie podczas działań teatralnych i kiedy zaprosiła mnie na rozmowę o pracę, wiedziała co potrafię. I tak zaczęła się moja praca w Karolewie. Myślałam, że Pani Dyrektor zaproponuje mi pracę z młodzieżą, ale okazało się, że propozycja była zgoła inna…. Dotyczyła pracy z seniorami. Dlatego miałam pewne obawy, bo nie miałam doświadczenia w pracy z osobami dojrzałymi. Natomiast miałam możliwość zbudowania grupy teatralnej według mojego pomysłu i tak się stało.

M.F.: Czy Twoja praca w Karolewie polegała tylko na zajmowaniu się grupą teatralną?

K.Z.K.: Nie, organizowałam także imprezy kulturalne dla seniorów odpowiadając za działalność klubu seniora. Można powiedzieć, że wtedy terminowałam u moich starszych koleżanek, przyglądałam się ich pracy i od nich się uczyłam, ale też miałam swoją wizję tego, jak taka praca mogłaby wyglądać.

M.F.: A kto według Ciebie jest wdzięczniejszym uczniem w grupie teatralnej-młodzi ludzie czy dojrzali?

K.Z.K.: Nie użyłabym sformułowania:”wdzięczniejszym”, bo te grupy są zupełnie inne i stawiają przede mną inne wyzwania. Większym zaufaniem obdarzają mnie seniorzy i pod tym względem pracuje się z nimi lepiej. Natomiast, żeby przekonać do czegoś młodzież, muszę „wytoczyć ciężkie działa”. Muszę być bardzo dobrze przygotowana, bo młodzież nie podchwytuje tak łatwo moich pomysłów. Muszę do pewnych rzeczy ich przekonać, ale jeśli już mi się to uda, to oni wchodzą w jakiś pomysł totalnie i  angażują się w niego stuprocentowo. Seniorzy zaś, z większą łatwością chcą realizować różne moje pomysły. Natomiast pewne rzeczy, które z młodzieżą realizuję szybko, grupie seniorów zajmują więcej czasu. To nie tylko chodzi o doświadczenie sceniczne, ale także o przełamywanie różnych tabu, dlatego ta praca wygląda zupełnie inaczej. Osoby dojrzałe same sobie wyznaczają pewne granice, których nie chcą przekroczyć i są bardzo krytyczne wobec siebie. Uważają, że być może, pewne rzeczy im nie przystoją, że w pewnym wieku niektóre rzeczy nie są dla nich. Można powiedzieć, że z młodzieżą pracujemy wspólnie i podejmujemy razem taki trud, żeby do roli w spektaklu się dobrze przygotować zarówno od strony literackiej jak i przygotowania fizycznego i aktorskiego. Nie umiałabym powiedzieć, z którą grupą pracuje mi się lepiej. Pracuje mi się inaczej z obiema grupami i te grupy przynoszą mi też inną energię.

M.F.: Wróćmy jeszcze do zmieniającego się myślenia o starości. Jak to wygląda?

K.Z.K: Są seniorzy, którzy akceptują swój wiek i spędzają czas aktywnie. Są Ci którzy podchodzą do swojego wieku bardziej zachowawczo. To w terminologii psychologicznej nazywa się” postawą fotela bujanego”. Ta postawa łączy się z chęcią spędzania czasu bardzo spokojnie, nie angażując się w żadne działania. Do takich aktywności można zaliczyć spędzanie czasu na działce, krótki spacer, oglądanie telewizji. Ale spotykamy się w naszej pracy także z postawą zbuntowaną, kiedy ktoś nie akceptuje swojej starości. W Karolewie jednak najczęściej spotykamy się z postawą aktywną – z osobami, które chcą się angażować, spotykać z rówieśnikami i działać. A także współtworzyć pewne wydarzenia wspólnie z nami. Kiedy senior przychodzi do nas pierwszy raz, ma dużo obaw, niepewności. Wystarczy jednak tę osobę pokierować na odpowiednie do zainteresowań zajęcia, spotkania. Można tez zapoznać taką osobę z inną, posiadającą te same zainteresowania. Wtedy po kilku spotkaniach nowy członek bardzo dobrze aklimatyzuje się w danej grupie. Zazwyczaj po raz pierwszy przychodzą do nas osoby, które, np. właśnie przeszły na emeryturę lub diametralnie zmieniła się ich sytuacja rodzinna. Często to są osoby, które czują się osamotnione i bywa, że słyszymy od nich takie zdanie: „Jest Pani/Pan pierwszą osobą z którą dziś zamieniłam słowo”… To dla nas – pracowników bardzo ważny moment, takiego pierwszego kontaktu z potencjalnym uczestnikiem naszych zajęć.

M.F.: A jednocześnie to sytuacja, która pokazuje, jak ważne są takie Ośrodki jak nasz, jak ważną rolę odgrywają. Inaczej mówiąc, jak ważne jest istnienie takiej instytucji, jak nasza, na mapie Łodzi. Zamknięcie w czterech ścianach jest bardzo niedobre dla psychiki. Widać to dobrze teraz-w czasie pandemii.

K.Z.K.: Takie miejsca odgrywają bardzo ważną rolę dla naszego miasta, bo aktywizują seniorów i to w różnych aspektach: kulturalnym, edukacyjnym, społecznym Bardzo ważną sprawą jest zapewnienie seniorom pewnej ciągłości życia społecznego. Pomoc w odnalezieniu się w nowej roli społecznej: seniora. Często przecież bywa tak, że w momencie przejścia na emeryturę, taka osoba ma poczucie, że jest niepotrzebna. Może czuć się podobnie także wtedy, kiedy przestaje być potrzebna w roli babci i dziadka. Chodzi o przywrócenie Seniorom – i nam także-, świadomości, że nadal są pełnoprawnymi członkami społeczeństwa. O pewność, że jest przed nimi coś do zrobienia, do przeżycia.

Chciałabym jeszcze wrócić do początków mojej pracy w Karolewie. Chodzi mi tu głównie o pracę z seniorami w Kwadransiku. Ja wtedy postawiłam sobie pewne ważne założenie polegające na całkowitej szczerości. Wiem, że seniorzy bardzo lubią pochwały i gorzej znoszą krytykę, ale ja obiecałam im, że  nigdy nie narażę aktorów z mojej grupy teatralnej na śmieszność. Powiedziałam im, że dopóki nie uznam, że dane przedstawienie można pokazać publicznie, będę dla nich bardzo krytyczna. I to się sprawdza, chociaż rodzi trudne napięcia podczas pracy. Przez to ja także od seniorów słyszałam różne uwagi pod moim adresem. Ale dzięki temu oszczędzam moim aktorom przykrych niespodzianek podczas występów. Na różnych przeglądach teatralnych byłam świadkiem sytuacji, które absolutnie nie powinny mieć miejsca. Chodzi o sytuacje, kiedy osoba odpowiedzialna za daną grupę wypuszcza coś, co w ogóle nie powinno ujrzeć światła dziennego.

M.F.: A ja chciałbym spytać, jak to się stało, że wyreżyserowałaś przedstawienie, w którym zagrali członkowie twoich dwóch grup teatralnych -czyli jednocześnie dwóch grup wiekowych –seniorów i ludzi młodych? Chodził o spektakl na podstawie dramatu Esther Vilar pt. „Starość jest piękna. Manifest przeciwko kultowi młodości”.

K.Z.K.: Pomysł zrodził się kilka lat temu i dowiedziała się o nim jako pierwsza grupa teatralna „Wewnętrzna Emigracja”. Ale aktorzy odrzucili moją koncepcję przedstawienia. Minęło trochę czasu, pomysł we mnie „buzował” i ponownie podjęłam rozmowę z moimi młodymi aktorami: tym razem na tyle byłam zdeterminowana i przedstawiłam tak silną wizję, że oni się zdecydowali wziąć w tym udział. Ja realizuję wyłącznie adaptacje autorskie. Nie wystawiam spektakli typu „Śluby panieńskie”, nie chcę tego robić, tego rodzaju teatr rodzajowy mnie nie interesuje. Realizujemy spektakle autorskie, które przetwarzamy na własne potrzeby. Muszą one zawierać problem, który jest dla nas ważny. I do takiego spektaklu o tematyce międzypokoleniowej musiałam przekonać moich aktorów. Ten spektakl jest też pewnym rozliczeniem tego, co wystawialiśmy do tej pory z seniorami. Wcześniejsze realizacje były z pewnością przystępniejsze dla publiczności, nigdy nie dotykały naszych osobistych emocji. W tym nowym spektaklu dotknęliśmy wielu trudnych tematów.

My podczas pracy nad spektaklami zawsze rozmawiamy o głównych problemach w nich poruszanych. I w tych rozmowach dotknęliśmy sprawy śmierci, miłości, kobiecości, odrzucenia i samotności. Spektakl nie jest jedynym międzypokoleniowym projektem, ponieważ wiele lat temu grupa teatralna „Kwadransik” zrealizowała spektakl „Kopciuszek”, który był przygotowany z udziałem młodzieży, ze wszystkich grup działających w Domu Kultury Karolew, czyli z grupami tanecznymi prowadzonymi przez Katarzynę Kierzkowską. Główną rolę księcia zagrał chłopiec-Krzysztof, który uczył się gry na gitarze u Katarzyny Wawrzak. Sandra, która grała rolę Kopciuszka na tydzień przed premierą złamała nogę! Trudno sobie wyobrazić moment, kiedy Kopciuszek przymierza bucik, ale na nodze ma gips… Jednak Sandra podjęła wyzwanie i grała z nogą w gipsie. Mam zdjęcia z tego spektaklu i chętnie dołączę je do naszej rozmowy.

M.F.: O, bardzo dobrze. Zdjęcia są zawsze mile widziane. A jeszcze wróćmy do spektaklu „Starość jest piękna”. Wystąpiliście z nim na przeglądzie teatralnym i zostaliście nagrodzeni!

K.Z.K.: Tak, w 2018 roku otrzymaliśmy Grand Prix na Łódzkim Przeglądzie Teatrów Amatorskich, ale największą radością była nie wygrana, ale fakt, że przedstawienie zostało nominowane do udziału w Łódzkich Spotkań Teatralnych. To największe wyróżnienie, móc zagrać na prestiżowym festiwalu z wieloletnią historią. Ten spektakl w ramach Łódzkich Spotkań Teatralnych graliśmy w różnych miejscach regionu łódzkiego.

M.F.: Czy w zespołach teatralnych jest taka potrzeba sukcesu? Czy aktorzy chcieliby powtórzyć ten sukces czy też grają z innych pobudek?

K.Z.K.: Myślę, że dla aktorów fajne jest zdobycie nagrody, ale nie po to się przecież spotykamy i nie po to pracujemy. Gdybyśmy z ta myślą przygotowywali spektakle czy programy artystyczne, to moglibyśmy je tak konstruować, żeby one te nagrody zdobywały… Ale nam nie zależy na nagrodach. Oczywiście cieszymy się z tego, że spektakl został dostrzeżony, ale najbardziej nas cieszy, że to przestawienie wywołało dyskusję na temat postrzegania starości i na temat traktowania ludzi starych przez młodych. To jest naszym największym sukcesem, a nie nagroda, chociaż ona-tak jak mówię-cieszy. Dla większości moich aktorów najważniejsze jest to, żebyśmy spotykali się razem i ważny dla nas jest sam proces twórczy. Dla mnie praca podczas przygotowywania spektaklu to jest najlepszy czas zawodowy. Ja uwielbiam ten moment, bo on przynosi bardzo dużo satysfakcji. Chyba większą satysfakcję niż sam moment premiery. Podczas przygotowywania spektaklu my dużo ze sobą rozmawiamy na najbardziej intymne tematy. Jesteśmy w takim szale twórczym. Mamy wyznaczone zadania aktorskie, które zmuszają nas do tego, żebyśmy się dotykali, żebyśmy przełamywali swoje różne ograniczenia. Robimy też warsztaty teatralne przy okazji pracy nad spektaklem. To są rzeczy, które pozostają na długo i są one taką wartością dodaną.

M.F.: A jakie macie plany?

K.Z.K.: No, trudno mówić o planach, bo pandemia krzyżuje te plany. Mamy do wykonania pewną misję teatralną, po śmierci naszej Zosi… Ale nie chcę o tym mówić publicznie, mam nadzieję, że to się uda. Jest to trudne także ze względu na zespół, dla aktorów, którzy „noszą swoją rolę” wyzbycie się jej (mówię to także na podstawie swojego doświadczenia teatralnego) wymaga czasu. To nie jest tak, że wraz z zamknięciem drzwi i zdjęciem tytułu z afisza, aktor zdejmuje z siebie rolę. Dopóki spektakl jest grany, w aktorach buzują emocje z nim związane.

M.F.: Chciałbym spytać jeszcze o Piernikalia, które są Twoim dzieckiem. Czy mogłabyś powiedzieć, skąd pomysł na ich organizację i skąd nazwa tego Festiwalu?

K.Z.K: Wraz z Krystyną Stachurską – naszą koleżanką z Karolewa- wpadłyśmy na pomysł zorganizowania takiego Festiwalu u nas. A nazwa przyszła mi do głowy, bo wcześniej pracowałam na tekstach Mariana Załuckiego. Wtedy przeczytałam fantastyczny wiersz pod tytułem „Juwenalia staruszków”, w którym pojawia się sformułowanie „zróbmy sobie piernikalia”. Nazwa jest trochę kontrowersyjna, bo niektórzy traktują ją bardzo dosłownie. Natomiast ja bym chciała, żebyśmy umieli spojrzeć na starość z pewnym dystansem. Mnie nazwa się bardzo podoba i uważam , że jest wyjątkowa.

M.F.: Zatem na końcu wywiadu umieścimy cały wiersz Mariana Załuckiego.

K.Z.K: My bardzo celebrujemy Piernikalia i traktujemy je jako święto. Festiwal nieprzypadkowo organizowany jest jesienią, kiedy przypada Międzynarodowy Dzień Seniora. I tak, Piernikalia są dla nas juwenaliami. Cieszymy się z tego, że się spotykamy, że możemy się wymienić naszymi działaniami artystycznymi. Piernikalia to celebracja starości.

M.F.: Ta nazwa zawsze mi się podobała. Ale ja widzę w niej wyrażony pewien dystans do samego siebie i swojego wieku. To znaczy jakbyśmy mówili: wiemy ile mamy lat, niech nawet inni myślą o nas, że jesteśmy starymi piernikami . A my będziemy się bawić, bo mamy do tego prawo. A kiedy jeszcze poznałem wiersz Mariana Załuckiego, to wszystko stało się dla mnie jasne. A chciałbym jeszcze spytać czy koncepcja Piernikaliów jakoś ewaluuje, czy szykujesz jakieś zmiany?

K.Z.K.: Piernikalia będą ewaluować, ale nie będzie to zmiana drastyczna. Najważniejszą ideą, która towarzyszy temu przeglądowi jest spotkanie i brak rywalizacji. To jest też moje doświadczenie udziału w innych festiwalach i przeglądach, że stawia się tam na rywalizację. Miałam naciski  ze strony różnych grup, żeby ustanowić jury i tym samym rozpocząć wyścig po nagrodę… Jednak ja uważam, że na organizatorze spoczywa rola edukacyjna i chciałabym, abyśmy traktowali Festiwal jako kompleksową wymianę doświadczeń i nawet jeśli zespół występujący reprezentuje trochę słabszy poziom, to chciałabym, żebyśmy umieli przyjąć go ciepło i serdecznie. Zdarza się tak, że takie ciepłe przyjęcie działa na ten zespół dopingująco i w kolejnych przeglądach taka grupa staranniej się przygotowuje i reprezentuje wyższy poziom. Najlepszym rozwiązaniem jest takie, żeby jurorami była publiczność. I chcę także powiedzieć, że jestem dumna z tego, jak zespoły są przyjmowane przez pracowników Karolewa i o to chodzi!

Podczas ostatnich Piernikaliów gościliśmy zespół spod Białegostoku, który przejechał wiele kilometrów, żeby bezpłatnie zupełnie wystąpić na naszej scenie. I ja pojechałam do miejsca , gdzie oni  nocowali, żeby się z nimi przywitać, porozmawiać, spytać co oni robią u siebie, powiedzieć z kolei co my robimy i po prostu poznać ich.

M:F.: To fantastyczna sprawa. To, że spotykasz się z nimi i poświęcasz Twój prywatny czas, świadczy o Twoim zaangażowaniu. Ale myślę, że taka postawa wraca do Ciebie. Ta pozytywna energia owocuje sposobem,w jaki oni traktują przyjazd na Piernikalia. Skończyłaś ostatnio studia podyplomowe z psychogerontologii we Wrocławiu. Czy te studia dały Ci coś , jeśli chodzi o bieżącą pracę z seniorami?

K.Z.K.: Ja myślę, że każde studia podyplomowe ugruntowują i poszerzają wiedzę. W przypadku moich studiów też tak było. Poza tym, studia dały mi możliwość wymiany doświadczeń. Na zajęciach spotkały się osoby z całej Polski, które pracują z seniorami w małych ośrodkach bądź w ogromnych – nad małymi projektami, bądź międzynarodowymi- wielkimi. Moi koledzy ze studiów pracują z osobami starszymi, ale obciążonymi też chorobami psychicznymi czy z osobami niepełnosprawnymi. Taka wymiana doświadczeń jest bezcenna. I to, że mogliśmy mieć zajęcia praktyczne w Domach Pomocy Społecznej, że stykaliśmy się z osobami dotkniętymi demencją. Tam przeprowadzaliśmy warsztaty treningu pamięci, a to trudne wyzwanie i wymaga ogromnego doświadczenia. Ja cenią sobie bardzo ten czas. Co ciekawe: tam nie było ani jednej osoby, która pracuje w kulturze. Na studiach zyskałam także grono wspaniałych znajomych.

M.F.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Mam dużo materiału do opracowania, bo wywiad trwał bardzo długo.

K.Z.K: Ja też bardzo dziękuję za rozmowę.

Juwenalia staruszków” Marian Załucki

W młodości żyje się żarliwie –
Młodość jest szczęściem i nadzieją!…
Doprawdy ja się ludziom dziwię,
Że się starzeją… I wszyscy!
Nawet płeć niewieścia!
Znam taką jedną panią Zosię:
Przed wojną miała lat 20…
A dziś?…Dziś.Już 38!
Jak ten czas leci!…Ogałaca
Nas z tego, o czym potem śni się…
Młodość!… Ucieka i nie wraca!
Pewnie ma chody w Orbisie…
Jak młodość cenić – ten tylko się dowie,
Kto spryczał! – To oczywiste…
Bo potem – jak mówi łacińskie przysłowie –
Już… Omne animaI triste.
Już wszystko mija – kończy się niestety.
Prócz chrapki… Tej – na kobiety.
Nie można pozbyć się tej chrapki –
A to, dlatego chyba głównie,
Że w Polsce same r ó w n e babki.
Bo w demokracji wszyscy równi!
Lecz cóż… Uderzam do Barbary,
A ona już czyni mi wstręty:
– Za stary! – Mówi
To co, że stary?
A może nie-do-roz-wi-nię-ty?
Może spóźniony! I to znacznie!
I teraz się dopiero zacznie?!
Czasami człek nie z własnej winy
Tryb życia,wiódł tak niespokojny,
Że się na własne spóźnił urodziny
O rok, o dwa… O pięć lat wojny!
Dorośli! Bracia outsiderzy!
Nie dajmy, by nas krzywdził czas!
Młodość każdemu się należy!
Młodości! Proszę: skrzydła – raz!
Urządźmy – myśl tę rzucam w dal ja –
Juvenalia staruszków –
Jakieś… P i e r n i k a l i a!
Zagrajmy na skrzydłach jak Concordia –
Knurów!
Poprzebierajmy się za trubadurów
I serenady idźmy śpiewać gorące
Pad balkonami, pod kasztanami,
Dziewczętom po pięćdziesiątce…
Potem pierś wypnie każdy jak heros
I w miasto pójdziemy – Dziarscy caballeros,
Transparent niosąc triumfalny:
Nie chcemy skleroz! Niech żyje Eros!
I przyrost naturalny!
A nocą dziarskie tańce jeszcze
W rytmie szaleńczych rockendroli
I dzikie krzyki ku orkiestrze:
– Powoli, panowie, p o w o l i!

X